Przygoda z personal shopper

Gośka jak zwykle nie miała co na siebie włożyć. A pójść na spotkanie trzeba, skoro się już umówiliśmy. I takie wybieranie z szafy: może ta spódnica? – Coś ty? Była modna w zeszłym sezonie, teraz już się takich nie nosi. A może ta w groszki? No fajna, ale ostatnio na spotkaniu z nimi właśnie w niej byłam. Co, nie pamiętasz? Przecież Jolka (podobno najlepsza przyjaciółka mojej Gośki) na pewno założy coś szałowego, nowego, a ja co?

Tego to już za wiele. Żeby mi tak psuć humor przed spotkaniem. I to z jakiego powodu? Ciuchów. Tego to taki chłop jak ja nie pojmie. Spotkanie było naprawdę super, Jolka i jej nowy facet sprawiają wrażenie zauroczonych sobą, ze świeżymi emocjami, aż miło było na nich patrzeć, z nimi pobyć. Porwani entuzjazmem umówiliśmy się z nimi na następny meeting za tydzień, też w sobotę. O matko, tylko te ciuchy Gośki, coś trzeba z tym zrobić, żeby się moja kobieta nie czuła gorsza od innej i bawiła jeszcze lepiej. Niebacznie podzieliłem się tą myślą z Gośką. Powiedziała, że się tym zajmie.

I zajęła. Mam! – powiedziała mi konspiracyjnym i wielce obiecującym szeptem następnego wieczora. Znalazłam i umówiłam się! Z kim? – pytam lekko zaniepokojony. Z personal shopperką! A kto to taki? To nie wiesz? To taki ekspert w dziedzinie mody i stylu, konsultant ds. wizerunku, który mi pomoże znaleźć mój indywidualny styl ubioru i wyglądu. Ta pani jako konsultant do spraw wizerunku nie tylko doradza, ale i uczestniczy w zakupach. No i jest dziennikarzem mody. Umówiłyśmy się u nas w domu w ten piątek o 15.00.

Piątek, 15.00. Wchodzi zadbana, świetnie ubrana, ze smakiem, ale i ze swobodą, choć nie ekstrawagancko, atrakcyjna szatynka około trzydziestki: żywa reklama swoich usług. Zaczyna się rozmowa, z kawą, Gośka wybebesza swoją garderobę. Pani „personal shopperka” jak usiadła na sofie i założyła nogę na nogę, to od razu załapałem, po co są rozporki nawet w dłuższych spódnicach. Nawet nie krytykowała Gośki ciuchów, tylko kiwała głową ze znawstwem i słuchała z uwagą, jak Gośka nawija (a to to ona potrafi!).

Myślałem, że teraz panie pojadą na zakupy, a ja sobie posiedzę przy komputerze i dokończę redagować umowę, którą jeszcze dziś mam przesłać do klienta. Ale skądże, sam nie wiem, jak to się stało, ale obie panie wyciągnęły mnie na zakupy (nie chcę posądzać Gośki, że chodziło o moją kartę kredytową).

Pani personal shopper dokonała „analizy kolorystycznej” Gośki i orzekła, że najlepiej jej będzie w błękitach, brązach, beżach i bieli. A z tym to się w całości zgadzam, akcje pani personal shopper w moich oczach urosły. Pojechaliśmy do jednego butiku, drugiego, do jednej i drugiej galerii. Gośka mierzy garderobę wyszukiwaną przez panią personal shopper, która niczego nie narzuca, tylko sugeruje, podpowiada, by wszystko do siebie pasowało, by było nie tylko atrakcyjne, ale i praktyczne. A jak już usłyszałem, że na taką bluzkę w tej cenie to szkoda pieniędzy, bo materiał marnej jakości i po pierwszym praniu będzie jak szmata, spojrzałem na panią personal shopper z uznaniem. No i Gośka! Cały czas w siódmym niebie, podekscytowana, oczy błyszczące, źrenice rozszerzone, widzę, że ma OBS-a (niewtajemniczonym wyjaśniam: orgazm bez seksu), tak patrzy na mnie czule, że mi nie przeszkadza, że co i raz sięgam po kartę płatniczą, a w rękach mam coraz więcej toreb. Lecz mam przy tym głębokie wewnętrzne przekonanie, że tym razem wszystko, co kupiliśmy, Gośce się przyda, z wszystkiego skorzysta, każdą rzecz założy, i to nie jeden raz, bo została do tego przekonana przez fachowca. Po pięciu godzinach skończyliśmy. Nawet szybko minęło, nawet się nie zirytowałem. Nawet nie było mi żal tych kilkuset złotych honorarium pani personal shopper. Tylko zastanawiające było pożegnanie obu pań: do zobaczenia!

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *